Po trzech latach powróciliśmy na żywiecczyznę, gdzie po raz ostatni udało nam się pożeglować. Na wszelki wypadek plan wyjazdu zakładał nie tylko regaty i jak się okazało słusznie – jezioro Żywieckie przywitało nas bowiem przyjemną, ale bezwietrzną pogodą i łódki musiały pozostać przy kei.
Wyjazd upłynął więc pod znakiem rywalizacji:
na bielskim polu do paintballa
na kortach Dworu Rychwałd
na boisku do siatkówki plażowej…
…a nawet na parkingu
no i oczywiście przy gitarze
kuflu
i tradycyjnie przy stołowym footballu








